Sergio Pininfarina byłby dumny.

Może zabrzmi to dość dziwnie, ale żadne z aktualnie produkowanych Ferrari tak naprawdę mi się nie podoba. Owszem Ferrari 458 Italia jest jednym z najładniejszych aktualnie produkowanych samochodów na świecie, a przepotężne La Ferrari wprost emanuję mocą i nieokiełznaną energią. Do najładniejszych wozów w swojej klasie zaliczyć można oczywiście również i Californie, F12 czy FF, chociaż do tego ostatniego jakoś zupełnie nie mogę się przekonać. Ciągle wydaje mi się on bliżej spokrewniony z tanim kompaktem niż swoimi zjawiskowymi poprzednikami: 612 i 456. Niestety jako prawdziwy miłośnik samochodów z czarnym rumakiem w herbie muszę ze smutkiem przyznać, że czołowe miejsca w samochodowych konkursach piękności jakie regularnie zajmują współczesne Ferrari są raczej wynikiem wyjątkowo nieciekawej stylistyki konkurencji, a nie wyjątkowej urody włoskich aut.
Nowe Ferrari są ładne i to w dzisiejszych czasach wydaje się ludziom z Maranello wystarczać, szkoda ponieważ kiedyś tak niebyło i produkowane przez nich samochodu musiały być po prostu zjawiskowe. Wystarczy wspomnieć chociażby takie wozy jak 275 GTB, 250 SWB, 365 GTB lub 512BB, albo nawet skromne 308 GTS, by zdać sobie sprawę, że podczas gdy dzisiejsze Ferrari są ładne ich poprzednikami były jeżdżące dzieła sztuki.
Co jest przyczyną tego stanu rzeczy? Pewnie w największym stopniu zawiniła panosząca się dzisiaj wszędzie nudna pospolitość. Dzisiaj w samochodach, nawet tych najlepszych ludziom imponują gadżety, reklamowe slogany, techniczne nowinki (nawet te tak naprawdę niepotrzebne), oraz bliżej nieokreślony prestiż. Najciekawsze jest to, że wspomniany prestiż tak naprawdę nie wiadomo z czego wynika. Dzisiaj towar staje się prestiżowym jeśli po prostu pochodzi od danego producenta, bez względu na jego powszechność, innowacyjność, a często i na jakość. Kilkadziesiąt lat temu samochody tej klasy w jakiej występuje Ferrari musiały wykraczać daleko poza wszelkie granice, musiały tworzyć trendy, a nie im podlegać.
Na szczęście we współczesnym Ferrari nie zatracono jeszcze całkowicie ducha, który w połowie dwudziestego wieku pozwolił wielkiemu Enzo powołać do życia najwspanialszą markę w historii motoryzacji. Dowodem na to jest z pewnością powołane niedawno do życia Ferrari Sergio.

Nazwany tak na cześć legendarnego projektanta najładniejszych Ferrari Sergia Pininfariny samochód jest tak naprawdę daleko idącą modyfikacją (głównie stylistyczną) modelu 458 Spider. Z zewnątrz Sergio jest jednak zupełnie innym samochodem. Odkryte nadwozie nowego Ferrari ma kształt zupełnie niespotykany w dzisiejszych czasach. Samochód wydaje się lekki i zwiewny, a przy tym potężny i szybki niczym światowej klasy lekkoatleta. Widać w nim szalonego i pewnego sportowca, takiego jacy królowali w świecie samochodów zanim nastała era eko-silników i gwiazdek Euro NCAP.
Projektanci tego niesamowitego nadwozia czerpali pełnym garściami z najpiękniejszych Ferrari w historii, nic dziwnego skoro samochód ma być hołdem dla legendarnego projektanta. Patrząc na auto od razu widać, że jest to Ferrari, a co więcej obeznane w temacie osoby z łatwością dopatrzą się w tym arcydziele delikatnych odniesień do legendarnych modeli marki.
Samochód tak naprawdę powstał jako rozwinięcie zaprezentowanego w 2013 roku samochodu koncepcyjnego Pininfariny – Sergio, który Ferrari wdrożyło do produkcji by odpowiednio uczcić pamięć jednego z najważniejszych ludzi w dziejach marki. Od pierwowzoru wóz nieco się różni (dodano między innymi przednią szybę), ale jest to różnica zdecydowanie na plus, futurystyczne rysy prototypu zyskały bowiem w wersji produkcyjnej o wiele szlachetniejsze kształty.
Od strony mechanicznej samochód jak na Ferrari przystało należy do światowej czołówki. Rozwijający 600 koni mechanicznych silnik V8 o pojemności 4,5 litra zapewnia rewelacyjne osiągi. Dla mnie jednak ma to drugorzędne znaczenie. Nowe Ferrari jest samochodem tak pięknym, że mógłby mieć pod maską silnik z Pontiaca Fiero, a i tak marzyłbym o nim po nocach.
Niestety niewielu ludziom na ziemi będzie dane cieszyć się tym arcydziełem na kołach. Ferrari Sergio powstanie jedynie w sześciu egzemplarzach, z których wszystkie już sprzedano. Fakt ten sprawi niechybnie, że ta prawdziwa perła dzisiejszej motoryzacji zdobić będzie raczej prywatne kolekcje samochodów, zamiast w pełni realizować swoje powołanie na szosach.

Patrząc na Sergio nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zrezygnowanie z usług mistrzów Pininfariny podczas projektowania La Ferrari było błędem. Jakże piękny mógł być to samochód gdyby zaprojektowano go w duchu Sergia.

3 myśli w temacie “Sergio Pininfarina byłby dumny.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *